Koncertowa płyta chicagowskiego bandu Lenahan nagrana została podczas koncertów we Wielkiej Brytanii. Zespół dowodzony przez Toma Lenahana – Amerykanina o irlandzkim rodowodzie – daje popis tego, co zwykło się nazywać celtyckim rockiem. Gatunek ten jest na tyle popularny, że znalazł swoich kontynuatorów także w Polsce, że wspomne tylko The Bumpers, Przylądek, czy Emerald.
Lenahan nie zapomina jednak że jest zespołem amerykańskim. Znajdują się tu więc przeróżne wpływy obecne w Stanach, o dziwo raczej bez country.
Celtycko-rockowe „The Mind Reels” wprowadzają nas w klimat koncertowej zabawy. Dalej jest podobni, uwagę przykuwa wirtuozerska gra na skrzypcach Clarence’a Ferrari. Tom śpiewa „Lannigan’s Ball”, które przechodzi w „Hideaway” – bluesa z delty Mississipi. Brzmi to jak skrzyżowanie The Pogues z The Blues Brothers.
„Geese in the Bog” udowadnia że Tom poza whistles gra też na dudach. Uzdolniony facet. Dmucha w wielkie szkockie dudy, a sekcja jedzie dalej na rockowo, choć bez karkołomnych wycieczek.
W „Day Ever Comes” poznajemy kolejne oblicze Lenahana – tym razem jako autora piosenek. Nietrudno odgadnąć jak brzmią te piosenki. Oczywiście celtycko-rockowo. Tak czy owak są dość dobre i niebanalnie zaaranżowane, jest miejsce i na skrzypki i na solówke na elektrycznej gitarce. Dotyczy to też kolejnych piosenek, bluesowego „Look to the Mountains”, wspaniałego celtyckiego reagge – „Island in the Storm”, glam rockowego „Drink Takes A Man”, czy niemal punk-folkowego „Hooligans in Suits”.
W kawałkach instrumantalnych Tom daje pograć panu Ferrari, albo sam ostro łoi na dudach. Ciekawostką jest że właśnie kompozycję „Dudelsack Blues” zagrano na wielkich szkockich dudach.
Płyta kryje bonus-tracka, ale jak to z takimi utworami bywa, lepiej nie zdradzać niespodzianki. Fajna koncertówka, a w zanadrzu czeka już najnowsze studyjne dziełko grupy Lenahan, gdy piszę te słowa jeszcze nie ma go na rynku, ale już niedługo ponownie będę mógł napisać o amerykańskich celtic-rockowcach.
Taclem
