Badziewie Blues Band to jedna z zabawniejszych nazw, z jakimi zetknąłem się podczas eksploracji polskiej sceny szantowo-folkowej. Podobnie jak inne zabawne nazwy na nic się ona nie przyda poważnej kapeli. Już po tej płytce słychać, że grupa ta chce być poważną kapelą. Dzisiaj nazywają się Trzeci Pokład i grają trochę inaczej, ale póki co skupmy się na tych archiwalnych już nagraniach.
Album rozpoczyna „Starcie”, szybka pieśń bitewna. Niestety już na starcie niepotrzebnie straszą nas klawiszami w tle i sztuczną perkusją. Wizja takiej kapeli która wyszłaby na scena z klawiszami trochę mnie przeraża. Na szczęście to tylko studyjne zabawy, a sam kawałek jest dość dobry.
Instrumentalny „Missing” to już inna sprawa, mamy tu do czynienia z bardziej folkowym brzmieniem. Flety, skrzypce, gitara, bas i banjo – tak w pełnej krasie prezentuje się tu grupa. Niestety nie zabrakło też syntetycznego perkusisty, a szkoda, bo zagłusza on ciekawe rzeczy w partiach gitary basowej.
W „Peter Street” taka folk-rockowa formuła sprawdza się trochę lepiej. A może po prostu bębny są nieco bardziej z tyłu? Ciekawa za to jest aranżacja, ze skrzypcowo-fletową wstawką między zwrotkami.
Cóż takiego kryje się pod tytułem „Titanic”? Przede wszystkim reel, który w filmie Jamesa Camerona zaprezentowany był na irlandzkiej balandze na pokładzie trzeciej klasy. Tu też bębny brzmią dobrze. Przyczepić za to można się troszkę do partii fletów, ktore w przy szybkim „stacatto” nie brzmią tu najlepiej.
Piosenka Janusza Sikorskiego zatytułowana „Blues o Julce Piegowatej” już swoim tytułem zdradza w którym muzycznym kierunku należy się przy jej słuchaniu zwrócić. Rasowy blues z harmonijką ustną troszkę odstaje od reszty utworów, ale czuje się w nim niezły feeling, dlatego też dobrze że się tu znalazł. Poza tym jest to też swoisty hołd dla jednego z ciekawszych morskich balladzistów w naszym kraju.
Jeszcze tylko „Speedy Eve” – instrumentalna kompozycja autorstwa Mirka Walczaka, skrzypka BB i koniec płytki. Nic dziwnego, że to właśnie Mirek gra tu „pierwsze skrzypce”, pokazuje się z dobrej strony, a zespół czujnie mu wtóruje.
Nie znałem tej grupy w momencie kiedy nagrywali ten materiał, ale mam wrażenie, że dokumentuje on brzmienie zespołu stojącego na rozdrożu. Tylko od nich zależy, czy następny materiał, sygnowany nową nazwą da im stałe miejsce w czołówce sceny szantow-folkowej. Mają potrzebny do tego potencjał.
Rafał Chojnacki
