Kanadyjska formacja The McGillicuddys to jeden z ciekawszych zespołów grających celtyckiego punk-folka. Album „Kilt By Death” to z kolei soidna pigułka skocznej i żywiołowej muzyki.
Dość proste, ale niesłychanie chwytliwe utwory mogą kojarzyć się przede wszystkim z kapelami znajdującymi się w czołówce takiego grania – Flogging Molly i Dropkick Myrphy`s.
Folkowe elementy za sprawą akordeonu, tin whistles i mandoliny pojawiają się niemal cały czas, gitarę elektryczną schowano nieco, dzięki czamu stanowi ona tylko tło, właściwie kolejny instrument rytmiczny. Pierwszy plan należy do wspomnianych instrumentów i wokalu.
W kilku miejscach zespół mierzy się z repertuarem tradycyjnym. Niekiedy, jak w „Lady Owen” jest to wplecenie tradycyjnej melodii (tu „Rattlin` Bog”), innym razem cała tradycyjna piosenka (jak „Nancy Whiskey”, czy „The Leaving of Liverpool”). Czasem zagrają też do tańca, jak w wiązance „Father Jack Favourite”, ale trudno powiedzieć, czy do takiej muzyki powinno się tańczyć jiga, czy pogo.
W „Nancy Whiskey” z punkową energią i folkową melodią miesza się momentami rytmika ska. Z reszta takie rytmy pojawiają się również w autorskich kompozycjach McGillicuddys.
„Pożegnanie Liverpoolu” w punk-folkowych aranżacjach już kilka razy słyszałem. Ta jest dość typowa, jak na razie pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu należy do szczecińskiego Emeraldu, który nota bene gra muzykę dość podobną, no podobnym poziomie.
McGillicuddys grają swoją muzykę nowocześnie. Takie są obecnie wymogi punk-folka i Kanadyjczycy nieźle sobie z tym radzą. Czasem żywiołowością nadrabiają pewne braki, ale podejrzewam że za jakiś czas będą w ścisłej czołówce.
Taclem
