o sześciu latach od ukazania sie debuitanckiego albumu „Time Calls My Name” Moira Nelson powróciła w 2001 roku z nową płytą. Jej muzyka niec się zmieniła, rozrósł się skład – dziś nie gra już sama, towarzyszą jej: Elena Jubinville (wiolonczela, wokal), Kathryn Moses (flet i flet altowy) i Rick Shadrach Lazar (instrumenty perkusyjne). Sama Moira gra na harfie, klasycznej gitarze, instrumentach klawiszowych i śpiewa.
Właśnie harfa najbardziej zmieniła brzmienie nowych kompozycji pani Nelson. Nie jest to co prawda muzyka taka jak gra choćby Loreena McKennitt, ale jest już znacznie bliżej do takiego grania niż do tego co prezentowała artystka na poprzedniej płycie.
Dzięki nowemu instrumentarium na płycie poza folkowymi klimatami brytyjskimi pojawiają się też drobne smaczki celtyckie.
Generalnie efekt kilkuletniego poszukiwania własnego brzmienia wyszedł Moirze Nelson na dobre. W miejsce bluesowych ballad pojawiają się elementy nawiązujące do stylistyki neopogańskiej, jednak zmiana ta okazuje się być zmianą na lepsze. Niektóre pieśni pełne klimatów nieco mrocznych, acz uduchowionych na pewno spodobają się miłośnikom takich wykonawców, jak choćby Hagalaz` Runedance.
Z drugiej strony bliżej tej płycie do tradycyjnego angielskiego brzmienia, może więc też usatysfakcjonować folkowych purytan.
Taclem
